RSS
piątek, 26 lutego 2010

Rok minął jak z bicza strzelił i oto zubożała branża filmowa znów rozda sobie po oskarze. Po rozpaczliwie nieatrakcyjnym 2008 (przypomnę: filmy o starej esesmance, wywiad z Niksonem i coś o jakimś geju z branży nabiałowej, Milk, right?) przyszedł o ileż lepszy 2009, w którym szołbiznesmeni spięli reżyserów ostrogami. Wynik: District 9, Avatar, Hurt Locker i Up In the Air.

Ten ostatni wyraźnie odstaje od pierwszej trójki, przede wszystkim tym, że nikt w nim nie wybucha. Jak to zresztą w romansidle. Nie miejcie złudzeń - Up In The Air jest romansidłem dydaktycznym, stworzonym na użytek lasek, które chciałyby sformalizować związek ze starszym facetem. Mam taką teorię, że normalni ludzie do kina chodzą rzadko, ja np. po robocie wolę walnąć się w hamaku i zalać pałę. Filmy krojone są pod gust nastolatków i specyficznych nie-do-końca-poukładanych pozostałych. Up In The Air mnie zainteresował głównie z powodu bohatera, który podobnie jak ja, pracuje w drodze. Oczywiście trudno porównywać tłuczenie się służbowym fokusem po polskiej prowincji z przelotami biznes klasą, jest jednak pkt wspólny: programy lojalnościowe.
Ambicją bohaterów w Up jest wylatać jak najwięcej milionów mil. Ja z zapałem zbieram pkty po stacjach benzynowych.

Mam tu następną teorię, że entuzjazm normalnych na codzień ludzi, z jakim angażują się w durne ciułanie punktów to wyraz tęsknoty za materialnymi formami gratyfikacji. Na ogół głupi zestaw wkrętaków ze stacji benzynowej robi mi dużo większą frajdę niż przelew z firmy. To idiotycznie, nie? Jakie ogromne rezerwy muszą leżeć w formie wynagradzania gadżetem. Sądzę, że gdyby na koniec miesiąca szef osobiście wręczał kazdemu gruby zwitek dziesięciozłotówek i do tego kosz ze smakołykami, rajstopami dla żony i lego dla dziecka, to wskaźniki satysfakcji z pracy zawodowej sięgnęłaby zenitu.

A tak... o przelali? Nie przelali. Przelali. Nareszcie.

Wracając do Up... - ze wszystkimi zastrzeżeniami, to wciąż zabawny film, na który warto wybrać się jeśli nie do kina, to do netu. Nie podaję linka, kto chce, może sobie sam poszukać (hint: thepiratebay albo isohunt).

Wpis niniejszy jest ostatnim wpisem na blogu axxowatch.blox.pl. W obliczu podwyższonej aktywności zawodowej rezygnuję z jego prowadzenia, a wrażenia z pirackich - w moim wypadku - filmów i gier będą trafiały do kategorii axxowatch na leniuch.blox.pl.

Czuwaj!

10:52, leniuch102
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 lutego 2010

Hmm, przereklamowany, acz wciąż fajny film wojenny. Na mój gust zbyt ciąży w kierunku przygodowości, każąc bohaterom - saperom, wikłać się w różne dziwne awantury, tak jakby rzeczywistość w Iraku była nie dość ekscytująca.  No fakt, nie da się zbudować napięcia na zombie z bombą zaszytą w brzuchu, wrzucimy jeszcze wątek kowbojski i coś z Bonda.

Pisząc poważnie, świetna rozrywka (he he: rozrywka) z ambicjami, nic dziwnego, że ciemni włodarze naszej wyobraźni (aka dystrybutorzy filmów) zdecydowali, ze nie pokażą go polskim widzom.
Cóż, jeszcze jedno uzasadnienie dla ściągnięcia filmu z interku:

http://isohunt.com/torrent_details/109445525/?tab=summary

11:40, leniuch102
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 stycznia 2010

Nie zdziwiłbym się, gdyby najbardziej wspomaganym komputerami filmem sezonu okazał się nie Avatar, a poczciwy Sherlock Holmes. Właśnie tu CGI pręży muskuły i usmiecha się od ucha do ucha, co chwila prezentując szerokie panoramy dziewiętnastowiecznego Londynu i nieukończony Tower Bridge. A to wszystko za budżet < 100 mln dołków.
Impressive.
Duo Downey - Law  dorównuje tandemowi Butch Cassidy and the Sundance Kid, reżyser Guy Ritchie nabija tempo, a z drugiego planu uśmiecha się zjawiskowa Kelly Reilly.
Rozrywka doskonała.

BTW - 48-ma godzina od pojawienia się screenera w sieci, a polskich napisów jak nie było tak nie ma. Jeśli nie liczyć jakiś koszmarków przewalonych translatorem z portugalskiego.

http://thepiratebay.org/torrent/5283431/Sherlock_Holmes_DVDSCR_AC3_-_IMAGiNE%5BExtraTorrent%5D

00:19, leniuch102
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 stycznia 2010

Zgodnie z pogróżkami zamieszczonymi na głównym blogu zamierzam wygaszać recenzje filmów z powodu, że film to przeżytek. Nie będę się nawet kłopotał grzecznościowym, a kłamliwym w tym przypadku stwierdzeniem, że "formuła filmu się wyczerpała", bo "formuła filmu" tak naprawdę nigdy nie zabanglała.  "Książka była lepsza", i pozostanie lepsza przynajmniej do momentu, kiedy da się odpalić gierkę i w imieniu Wokulskiego dokonać gwałtu na Izabeli Łęckiej. Ufam, że w niedalekiej przyszłości będzie to możliwe.

Na dziś można stracić dzień życia w dusznym kinie podziwiając cukierkową estetykę Avatara, albo odpalić grę roku 2009 - Street Fighter IV.
Nie da się ukryć, że SF jest tradycyjną nawalanką 2D, ale bożemój, jak zrobioną!
SF IV gwarantuje szeroki uśmiech podmiotu lirycznego od instalacji po zaśnięcie o 3-ciej w nocy z padem w ręku.
Sprawdza się na ekranie służbowego notebooka i na 7 metrowym projektorze. Oczywiście pod warunkiem przyinwestowania w gejmapda, w tym drugim przypadku - bezprzewodowego.
Enjoy


http://www.metacritic.com/games/bests/2009.shtml

http://isohunt.com/torrent_details/105331797/Street+Fighter+IV?tab=summary

PS.
Gram na sprzęcie odrobinę przestarzałym nawet w momencie kupna, parę lat temu, albowiem ponieważ jestem z genów małopolaninem, co to każdą zapałkę dzieli na czworo. Jeżeli twórca gry nie potrafi zahipnotyzować graczy używających jednordzeniowego athlona64 2200  (realnych) megaherców z kartą n7600, to niestety nie trafi do tego bloga.
Ament.

15:23, leniuch102
Link Komentarze (2) »
środa, 06 stycznia 2010

-A co wy tak, Kameron, stoicie. Podejdźcie, siadajcie, nie zjem was przecież.
Czytałem ten wasz scenariusz, ten... Avatar.. tak?

Komu wy chcecie oczy mydlić, Kameron, pytam się?! Myśleliście, faszysto, że dorwiecie się do cycka z kasą dzięki temu chłamowi?!

Nieźleście to sobie wykombinowali: zła Korporacja przepędza dobrych tubylców z wioski na bogatych złożach czegośtam. Jeden z przybyszów zakochuje się w dzikiej i razem przepędzają Korporację precz.
Problem w tym, że ja wam - Kameron - nie wierzę. W te wasze ekologie i tolerancje. Co więcej, ja jestem pewien, że w głębi pozostaliście napędzanym hamburgerami szowinistą z epoki pierwszego Terminatora!

Kolektyw jednakże postanowił dać wam szansę. Na reedukację i samokrytykę. Tu i teraz jeszcze możecie uratować ten scenariusz. Notujcie.

Żaden mięsożerny marines nie będzie już bohaterem filmu za 250 milionów. Chyba, że sprawny inaczej. Dobrze, uwalcie mu nogi. Wiem, że wtedy sam nie poradzi. Co proponujecie? Kolegę bez śledziony? Wy tu sobie nie żartujcie. Dobrze, kobieta marines może być

Szybko łapiecie, Kameron. Tylko - widzicie - to nie wystarczy. Kino to najważniejsza ze sztuk a reżyser to inżynier duszy ludzkiej, nieprawdaż... A u was, Kameron, ci tambylcy nic tylko polują, albo odprawiają swoje zabonbony. A tymczasem człowiek, nawet niebieski, niechby trzymetrowy i z galaktyki far-far-away, to tylko forma istnienia białka. Zakonotujcie sobie na czerwono: zero tolerancji dla religanctwa !

Że wam się film posypie? No dobra podpowiem. Dokładnie to samo mówił mi Lukas. Że bez tego "Niech moc będzie z tobą" nie ma Gwiezdnych Wojen. On był twardy, ale kolektyw jeszcze twardszy. Piętnaście lat tak chodził i jęczał, ale w końcu poddał się i wymyślił. Tak! Midichloriany. Na wszystko musi być naukowe wytłumaczenie, taki jest wymóg epoki. Którą, nieprawdaż finansujemy i mentalność nowego człowieka, którego tu obaj, wicie rozumicie, lepimy.

Palcem robieni nie jesteście, możecie zostawić ten fosforyzujący makaron, tylko na miłość boską, niech będzie jasne, że to nie duch porucznik Ripley, tylko jakiś nadmanganian potasu.

No idźcie już, nie dziękujcie. Sobie podziękujcie, żeście tego starego Kamerona przezwyciężyli.
Tak, na 3D też damy.
Idzie nowe.

http://thepiratebay.org/torrent/5229767/Avatar_%282009%29_PROPER_TS_XviD-MAX

17:07, leniuch102
Link Komentarze (6) »
niedziela, 20 grudnia 2009

Michael Jackson przez lata wypracował sobie status Breżniewa popkultury. Faceta, który śpi na stojąco, żeby mu się elektrolit z akumulatorów nie wylał. Typka, któremu co ranek osobista asystenka przytwierdza odpadnięty nos spinaczami biurowymi, itp. itd.

Film obala te plotki. Przedśmiertne podrygi Michaela, że tak bezceremonialnie to ujmę, są na tyle żwawe, że plasują go w czołówce najlepiej zakonserwowanych  pięćdziesieciolatków planety, między Tomem Jonesem i Evanderem Holyfieldem.

Co prawda w filmie można teraz pokazać wszystko, nawet nieżyjącego od stu lat Humpreja Bogarta, który właśnie w "This is it" gania się z Michaelem w gangsterskim teledysku. Jak było - tak było, ważne jak wyszło. A wyszło świetnie. Jeśli sypianie pod namiotem tlenowym, jak Majkel, zapewnia taką rześkość, jaką pokazał w swoim ostatnim filmie, zamawiam namiot tlenowy pod choinkę.

Zajmująca rozrywka dla kazdego, łącznie z rozkojarzonym sześciolatkiem. Na mnie największe wrażenie wywarła scena selekcji zespołu tanecznego. Trenujące taniec przez całe życie, przygotowujące się na tę właśnie okazję dziewczyny jak maliny i chłopaki sześciopaki w liczbie stu tysięcy zostają przesypani przez sitko, w którym zostaje ich jakiś tuzin. Okrutne, ale taki jest właśnie szołbiznes.

http://thepiratebay.org/torrent/5226323/Michael_Jackson_This_Is_It_%282009%29_DVDRip_XviD-MAX

21:52, leniuch102
Link Komentarze (3) »
wtorek, 15 grudnia 2009

Pewien amerykański polityk, kiedy nie potrafi sobie przypomnieć imienia kolesia, którego powinien znać, wybucha współczującym entuzjazmem i pyta: "kopę lat stary, a jak tam twoje korzonki, wciąż napierdalają?". Na ogół trafia, bo plecy napierdalają wszystkie kręgowce, a szczególnie te spionizowane i po upływie okresu gwarancyjnego.

Właśnie uporczywy ból kręgosłupa zmienia dobrego porucznika w złego, a widz go rozumie, współczuje i z wolna staje się wspólnikiem zbrodni. No chyba, że jak Leniuchowa ze słowami "nie moge już na to patrzeć" zabierze się i wyjdzie.

Wielka kreacja Nicholasa Cage w roli Terence'a jeszcze brudniejszego niż Harry. Czy złego  - pozostaje do oceny widza.

http://isohunt.com/release/344929/Bad+Lieutenant%3A+Port+of+Call+New+Orleans

09:15, leniuch102
Link Komentarze (3) »
niedziela, 13 grudnia 2009

Thriller metafizyczny, który ociera się o wielkość, by ostatecznie ugrzęznąć w konwencji, łopatologii i dłużyznach.  Kilka świetnych pomysłów, dobra obsada, nieopatrzeni aktorzy orax umiejętne budowanie nastroju przegrywają z banałem i mieliznami scenariusza.
Nawet stylowa i intrygująca na początku ścieżka dźwiękowa szybko irytuje jednostajnością.

Summa summarum film zapadający w pamięć, godny polecenia, ale tylko widzowi o podwyższonym poziomie wrażliwości. Pozostali ryzykują atak śpiączki.

http://thepiratebay.org/torrent/5150255/Ink.2009.%5BDVDRip%5D.XviD-GFW%5BExtraTorrent%5D

01:22, leniuch102
Link Komentarze (3) »
sobota, 12 grudnia 2009

Zaskakująco smaczny bigos z tradycyjnych składników. Kosmonauta wybudza się z komory hibernacyjnej i od razu musi stawić czoło stercie problemów. Składająca się z zapożyczeń historia ostatecznie dryfuje w kierunku opowieści o pilocie Pirksie. Po drodze sporo się dzieje, a wszystkie wątki rozwiązują się w umiarkowanie zaskakującym finale.

Pandorum jest kolejnym dziełem podważającym wiarygodność recenzenckiego serwisu "rotten tomatos", który był uprzejmy ostro tego dobrego filmu nie docenić. Być może rotten padło ofiarą ogólnointernetowej, a właściwie ogólnoludzkiej tendencji, że podobni wolą zadawać się z podobnymi. Widać w rotten zebrali się recenzenci niechętni sci-fi, co jeszcze nie jest problemem, ale dodatkowo także nie potrafiący zawiesić na kołku swoich preferencji.

http://thepiratebay.org/torrent/5175266/Pandorum%5B2009%5DDvDrip%5BEng%5D-FXG

16:40, leniuch102
Link Komentarze (2) »
środa, 02 grudnia 2009

Od lat lubię Amerykę. Ona mnie chyba też, bo inaczej nie dostałbym wizy. Czasami jednak moja sympatia wystawiana jest na poważną próbę. Nie mam tu na myśli takich pierdół jak Wietnam czy Guantanamo, raczej coś większego kalibru, jak film "Dzień Niepodległości". Naprawdę, do dziś nie potrafię zrozumieć, jak można byc ograniczonym kołkiem, żeby łyknąc tego gniota, mlasnać i poprosić o jeszcze. Przez pół filmu byłem szczerze przekonany, że Dzień Niepodległości jest komedią. Tymczasem dziesięć miliardów Amerykanów podobno obejrzało to coś  i zaakceptowało bez zastrzeżen jako dobry film katastroficzny.

"2012" to płód tego samego reżysera utrzymany w podobnej konwencji. Ściągnąłem sobie, żeby wyśmiać... i cóż, dało się oglądnąć. Oczywiście pewna ręka mistrza Emmericha niezawodnie zaserwowała kilka scen niezamierzenie komicznych, ale dziełko wciąż się broni w kategorii "wysokobudżetowa rozrywka dla niewymagających".

Osobną sprawą jest kosmicznej jakości kopia zrobioną za pomocą zwykłej kamery. Nic dziwnego, że prawnicy tak rzucili się ostatnio na mininovą i piratbay.

Tym bardziej ściągnijcie, póki jest skąd.

http://thepiratebay.org/torrent/5168532/2012.2009.HQ.TeleSync.LiNE.XViD.READNFO-FUSION-%5Btracker.BTARENA.

01:13, leniuch102
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8